Jesteś niezalogowany, zaloguj się lub zarejestruj    Kontakt

Odpowiedziano: 2010-10-12 15:42:58 Cierpienie jest fenomenem ludzkiego życia. Jest on obecny wszędzie i bezustannie, a także występuje we wszystkich sytuacjach. Chyba nikt nie może uniknąć doświadczenia cierpienia, komu nie obcy jest kontakt z rzeczywistością. Jest ono jedno z najbardziej ludzkich, powszechnych doświadczeń. Morze cierpienia nie jest mniejsze przez to, że człowiek czuje się odpowiedzialny za niejedno z doznanych cierpień. Wiele cierpień doświadcza jako przeznaczenia, losu, przypisując je w tego rodzaju wypowiedziach co najmniej pośrednio jakiejś obcej, większej niż on sam mocy, która jest dla niego niedostępna. Panuje też idea, że człowiek nie może już niejako odrzucić od siebie odpowiedzialności za każdy przejaw cierpienia na tej ziemi i za to, co je sprawia. Pragnie obciążyć innego-Boga czy naturę, czy prawa życia. Dokąd prowadzi tego rodzaju postawa, pokazuje nasze własne ateistyczne społeczeństwo, które problem usprawiedliwienia Boga musiało zastąpić pytaniem o samousprawiedliwienie człowieka. Istnieją wielkie różnice odnośnie do nastawienia na cierpienie przez poszczególne osoby, kultury, subkultury, okresy historyczne oraz religie. Najbardziej oryginalny aspekt pierwotnego buddyzmu polegał na tym, że przedstawiał się on jako terapeutyka psychiczna, a nie jako religia. Buddyzm obywa się bez boga, nie ma obrządku ani modlitw. To Budda jawi się jako ten, który odkrył tę terapeutykę. Ukazał ją w pierwszym kazaniu wygłoszonym do pięciu mnichów w miejscowości Sarnath. Było to "Kazanie czterech szlachetnych prawd". Budda niby lekarz, ekspert od terapeutyki stawia następującą diagnozę odnośnie do kondycji ludzkiej. W pierwsze prawdzie o cierpieniu mówi, że wszystko jest cierpieniem. Wszystkie procesy naszego życia mają bolesną stronę, która dostrzegalna jest nawet przez powierzchownego obserwatora. Nasze narodziny, starość, rozłąka z tym co miłe i połączenie z tym co niemiłe. Niezależnie od tego, samo życie jest pełne bólu, rozczarowań i nienawiści. Zatruta jest nawet radość, gdyż łączy się z troskami, przynosi cierpienie innym względnie warunkują ją okoliczności powodujące cierpienie. Taka wątpliwa radość nie może zaspokoić naszego szczęścia, a tym bardziej przynieść zbawienie. Świat i człowiek poddani są prawu stawania się, co łączy się z niestałością. To zmienność i przemijanie zdradzają ich bolesny charakter oraz jego przyczyny. Druga prawda informuje nas o powstaniu cierpienia które jest wynikiem pragnienia życia o trzech odmianach; rozkoszy, stawania się, przemijania. Istnieje jednak wyjście z tej sytuacji; możliwe jest zniesienie cierpienia. Jest to trzecia szlachetna prawda buddyzmu. Zniesienie cierpienia oznacza osiągnięcie stanu, który nie wykazuje już żadnych cech naszej empirycznej egzystencji. Jest to stan w którym usunięta została ślepota i uciszona żądza. Czwarta prawda ukazuje nam drogę do zniszczenia cierpienia. Jest nią należyta intuicja, należyte postanowienie, należyte słowa, czyny, życie, dążenia, pamiętanie i medytacja. Należy tak kształtować swe życie, by nie sprawiać nikomu cierpienia. Trzeba odrzucać wszystko co stoi na drodze do zbawienia, a starać się o to co mu sprzyja. Cytując Vinaya, owe prawdy brzmią następująco: "Oto, o mnisi, święta prawda o bólu: narodziny są bólem, stawanie jest bólem, starość jest bólem, choroba jest bólem, śmierć jest bólem, związek z tym, czego się nie kocha, jest bólem, rozstanie z tym co się kocha, jest bólem, niezaspokojenie swego pragnienia jest bólem, krótko mówiąc, cała nić naszej egzystencji jest bólem. Oto, o mnisi, święta prawda o pochodzeniu bólu; właśnie pragnienie, które wiedzie od rodzenia do odrodzenia, a towarzyszy mu przyjemność i żądza znajdująca tu i tam swe zaspokojenie: pragnienie przyjemności, pragnienie istnienia, pragnienie niestałości. Oto, o mnisi, święta prawda o usuwaniu bólu, wygaszanie tego pragnienia poprzez całkowite unicestwienie pożądania, przez usunięcie pożądania, wyrzeczenie się go, wyzwolenie od niego, nie pozostawienie na nie miejsca. Oto, o mnisi, święta prawda o drodze, która prowadzi do usunięcia bólu; jest to droga święta, mająca osiem odgałęzień, jakimi są: czysta wiara, czysta wola, czysty język, czyste działanie, czyste środki egzystencji, czyste stosowanie, czysta pamięć, czysta medytacja". Jak wynika z powyższego tekstu nie ma mowy w nim o boskiej interwencji, o łasce. Człowiek zbawia się sam i przez siebie samego. Nikt nie może pomóc w zbawieniu. Owa terapeutyka jawi się jako ludzka, a nawet indywidualna. Należy być lekarzem samego siebie, ale nie móc nic zrobić dla bliźniego. Akty woli decydujące o losie istot są osobiste i nieprzekazywalne. Los stworzeń jest określany przez ich własne czyny. Buddyzm staje się drogą jedyną, która wyzwala od bólu. Pragnie być dyscypliną całkowicie praktyczną. W tym świecie wszystko jest daremne. Przeciętny człowiek, a więc taki który nie osiągną oświecenie, a tym samym nie wyzwolił się od egzystencji, musi przyjmować ją taką i znosić ją jaka mu się jawi. Jest to wędrówka z duszą, niebem, piekłem i bogami. Człowiek ów jest mocno związany z składnikami bytu. Wyrażają się one w tym, iż jesteśmy niedoskonali, nieszczęśliwi i pełni cierpienia. Przyczyną cierpienia jest pożądanie i pragnienie, które staję się źródłem ponownych narodzin. Z narodzin powstaje smutek, choroba, starość i śmierć. Przyczyną owych pragnień i pożądań jest niewiedza, od której trzeba się uwolnić dzięki nauce Buddy. Niewiedza jest groźniejsza od pożądania, albowiem każe ona wierzyć w rzeczywistość tego świata. Ból istnienia posiada dwie przyczyny. Pierwszą z nich, jest niewiedza, która dając fałszywą opinię na temat natury przedmiotów poznania zmysłowego, przedstawia je jako trwałe i zasługujące na pożądanie. Drugą jest pragnienie przywiązujące istotę do przedmiotów poznania. Aby uciec od pełnej nieszczęść egzystencji należy skierować uwagę na sferę psychiczną, racjonalną i postępowanie. Celem owych zabiegów jest uwolnienie się od życia i powtórnych narodzin, a w konsekwencji zaśnięcie istnienia. Cel ten nazywany jest nirwaną. Jest ona ani niebytem, ani bytem. Za życia w nirwanę można wejść psychicznie przez oświecenie a realnie dopiero po śmierci. Ma być ona jako nieziemską i niewypowiedzialną rozkoszą. W buddyzmie cierpienie nie jest karą za grzechy ale konsekwencją naszych poprzednich działań. Spowodowane jest karmą czyli prawem przyczyny i skutku, zgodnie z którym pozytywne działania przynoszą pozytywne skutki i szczęście, a negatywne, cierpienie i nieszczęście. "Stephen Levine (autor książki, ‘Kto umiera?’) pisał o przepełnionej goryczą kobiecie umierającej w straszliwych męczarniach. Niespodziewanie, gdy zdawało się jej, że nie zniesie już dłużej cierpienia, zaczęła doświadczać bólu innych umierających osób: wycieńczonej głodem etiopskiej matki, nastolatka umierającego z przedawkowania narkotyków w jakimś obskurnym mieszkaniu, przygniecionego przez osuwającą się ziemię mężczyzny, konającego samotnie na brzegu rzeki. Kobieta ta nagle odczuła nie tyle swój ból, co ból wszystkich istot. Nie chodziło już tylko o jej życie, lecz o życie w ogóle. Takie współodczuwanie cierpienia, niemożność traktowania go z dystansem, świadczy o tym, że nasze czułe miejsca zostały odsłonięte. Świadczy o tym, że obudziła się w nas bodhiczitta. W sanskrycie słowo to oznacza "szlachetne przebudzone serce". W trudnych chwilach jedynie bodhiczitta ma moc uzdrawiania. Gdy zaczynamy tracić ducha, gdy gotowi jesteśmy się poddać, właśnie wrażliwość wywołana przez ból może nas uratować. W naszych sercach rodzi się prawdziwa bodhiczitta. W samotności, lęku, niezrozumieniu czy odrzuceniu bije prawdziwe serce smutku. Żywimy wprawdzie przekonanie, że broniąc się przed cierpieniem, robimy dla siebie coś dobrego, ale tak naprawdę w ten sposób stajemy się tylko bardziej wystraszeni, nieczuli i wyobcowani. Doświadczając siebie jako oddzielonych od całości, budujemy sami dla siebie więzienie. Zamykamy się w kręgu własnych nadziei, lęków i troski tylko o najbliższych. Co ciekawe, jeżeli nade wszystko staramy się uniknąć dyskomfortu - cierpimy. Gdy jednak nie odcinamy się od cierpienia i pozwalamy go sercu doświadczać, odkrywamy nagle, że tworzymy wspólnotę ze wszystkimi istotami. Praktyka tonglen - przyjmowanie i wysyłanie - służy wzbudzeniu bodhiczitty, wejściu w autentyczny kontakt z pierwotną szlachetnością serca. Polega na wizualizacji przyjmowania do siebie bólu i wysyłania w zamian radości i szczęścia. Jest to praktyka stwarzania przestrzeni we własnym życiu, pozwalająca swobodnie oddychać i odprężyć się. Gdziekolwiek zetkniemy się z cierpieniem, wraz z wdechem przyjmujemy je do siebie, wyrażając jednocześnie życzenie, by każda czująca istota została uwolniona od bólu. Gdy w jakiejkolwiek formie doświadczamy szczęścia, wraz z wydechem wysyłamy je innym istotom, życząc im, by one także doznały radości. Praktyka tonglen zmniejsza brzemię, które nam ciąży, zwiększa w nas przestrzeń i uczy bezwarunkowej miłości."

Hasło :

www.zdjecioblog.pl